Przez wiele lat moją codziennością była praca architekta – projektowanie domów, dopasowywanie przestrzeni do potrzeb ludzi, którzy mieli w nich zamieszkać. Z czasem jednak coraz częściej łapałem się na tym, że projektując wnętrza, myślałem też o detalach – o drewnianym blacie w kuchni, o solidnym stole w jadalni czy Przez wiele lat moją codziennością była praca architekta – projektowanie domów, dopasowywanie przestrzeni do potrzeb ludzi, którzy mieli w nich zamieszkać. Każdy projekt był dla mnie jak rozmowa – o codzienności, o marzeniach, o tym, co dla kogoś oznacza „dom”. Z czasem jednak coraz częściej łapałem się na tym, że podczas tworzenia brył i rzutów myślami byłem już kilka kroków dalej – we wnętrzach. Zastanawiałem się, jak to wszystko będzie wyglądać, pachnieć, jak będzie się starzeć. Myślałem o drewnianym blacie w kuchni, o solidnym stole w jadalni, o prostych półkach, które mają nie tylko wyglądać, ale też „żyć” z domem i jego mieszkańcami.
Z ciekawości kupiłem pierwsze narzędzia, kilka desek i zacząłem tworzyć. Nie z ambicji, raczej z potrzeby sprawdzenia, czy potrafię „zbudować” coś własnymi rękami. Pierwszy stół był daleki od ideału – nierówny, miejscami surowy, z widocznymi śladami nauki. Ale miał w sobie coś, czego brakowało gotowym meblom – historię. Każda rysa, każdy sęk w drewnie przypominał mi, że forma i funkcja mogą spotkać się w jednym miejscu, jeśli tylko włoży się w to serce i cierpliwość.
Z każdym kolejnym projektem rosło nie tylko moje doświadczenie, ale też przekonanie, że rzemiosło i architektura wcale nie są od siebie tak odległe. W obu chodzi o to samo – o ludzi, o ich potrzeby, o emocje, które rodzi przestrzeń. Z czasem warsztat zajął coraz więcej miejsca – najpierw w moim domu, potem w moim życiu. To, co zaczęło się jako hobby, stało się naturalnym rozwinięciem mojej drogi zawodowej. Dziś równie dużą satysfakcję daje mi zaprojektowanie nowoczesnego domu, jak i wykonanie stołu, który stanie w jego centrum.
Łączenie architektury i stolarstwa nauczyło mnie patrzeć na przestrzeń szerzej – nie tylko przez pryzmat rysunku czy wizualizacji, ale przez dotyk, zapach, proporcje i rytm. Wiem, że dom to nie tylko bryła i materiały. To także drobne detale, które nadają mu charakter i sprawiają, że staje się naprawdę „nasz” – z meblami, które mają duszę, i z historiami, które zostają w drewnie na lata.
